Nawet mógłbym myć spalinowe lokomotywy
na dworcu Keleti -
żeby tylko być bliżej Budy z jej zielonymi wzgórzami.
Żeby tylko nie mówić ani słowa,
siedzieć i słuchać,
jak wszyscy wokół mnie o czymś mówią po węgiersku.
Zgodnie z Peterem Zilagim
w ciągu ostatnich kilku lat
Węgrzy stracili światowy prymat
w samobójstwach
i teraz są tylko gdzieś w pierwszej
piątce.
To może oznaczać, że oni
odnajdują coraz większe porozumienie ze światem.
Czyli że coraz więcej ludzi rozumie ich język.
To równie dobrze
może nie oznaczać nic
poza przedwczesnością tego wniosku.
Zamówili mi taksówkę
gdzieś między pierwszą i drugą w nocy, kierowca
miał z osiemdziesiąt lat
i nie mówił żadnym turystycznym językiem.
Dobrze, że o takiej późnej porze
podróż z Pesztu do Budy
nie trwa zbyt długo,
inaczej przyszłoby mi jak najszybciej
opanować węgierski,
żeby jakoś podtrzymać z nim rozmowę,
co z jednej strony nie jest łatwe
po dwóch butelkach wypitej naprędce
palinki.
Przed mostem Wolności (Szabadság hid),
on, oczywiście, zapomniawszy, że nie jestem tutejszy
(zważywszy na jego wiek,
to wcale nie dziwne i nawet naturalne),
zaczął mi coś z ożywieniem opowiadać.
Tak, jakbym w swoim codziennym życiu
mył spalinowe lokomotywy na dworcu Keleti
i był w stanie zrozumieć na czym polega dowcip.
Chwytałem moment,
kiedy można w ślad za nim się uśmiechnąć,
Choć najśmieszniejsze było co innego:
on nigdy nie słyszał nazwy hotelu,
w którym mieszkałem.
Musiałem pokazywać drogę
gestami, i tylko katedra św. Mateusza (Mátyástemplom)
uratowała mnie a jednocześnie i jego.
Zapłaciłem mu znacznie więcej
niż należało, po czym dowiedziałem się,
że brakuje mu połowy zębów -
tak szeroko się uśmiechnął.
Czego mi pożyczył
na pożegnanie?
Dobrej nocy? Śpij spokojnie? Niech ci się szczęści,
synku, byłeś moim milionowym pasażerem?
To pozostanie jego i moją tajemnicą.
Tak samo jak ten chorobliwie opuchły młody Cygan,
który wąchał klej z foliowego woreczka
następnego dnia na wyspie Małgorzaty (Margit sziget).
Spotkaliśmy się wzrokiem,
tak jakoś wyciągnął przed siebie rękę -
odejdź, niczego tu nie widziałeś, znikaj.
To pozostanie naszą tajemnicą.
Nie wykluczam, że od czasu do czasu
on myje spalinowe lokomotywy na dworcu Keleti -
żeby tylko przeżyć, zjeść swoją kanapkę,
zapić piwem,
żeby tylko być bliżej Budy z jej zielonymi
wzgórzami.
Żeby tylko nie skoczyć do tego strasznego Dunaju,
w jego czarno-szare wody,
jednocześnie przesuwając swój ojczysty kraj (Mágyarország)
o kilka szczebli w górę
w światowej statystyce.
Радi бачити Вас на сайтi Юрiя Андруховича!
Друже, переглядаючи статтi не полiнуйся залишити коментар i висловити свою думку. |
RSS feed for comments on this post · TrackBack URI
Залишити вiдгук