Ze wszystkimi swoimi czterdziestoma imionami,
czterdziestoma neurozami, czterdziestoma ranami,
z czterema walizami przeterminowanych rachunków i listów od kochanek,
z czterema walizami, z których każda jest cięższa od niego,
z których każda pozostała na innej stacji, na innej granicy,
tak że teraz w nich grzebią służby specjalne Albanii,
Bośni, Hercegowiny i Transylwanii,
i z większym lub mniejszym powodzeniem deszyfrują
jego liryczne szyfrogramy, pisane na znaczkach pocztowych,
albo starają się ustalić skład jego DNA
z pojedynczych plam na starych tamponach, bandażach,
kobiecych pończochach i skalpach.
Stach Perfecki powraca na Ukrainę.
Myśli tak: “Czas wracać, rosa na słońcu
zginęła, wrogowie praktycznie też,
po rewolucji kupię sobie spodnie z mnóstwem kieszeni,
dezodoranty Axe sprzedają prawie na każdym kroku,
czas wracać.
Rozwiążę parlament, rozstrzelam wice spikera
z karabinu maszynowego, jeszcze paru debili,
wprowadzę w kraju euro i prawo lustracyjne,
przeprowadzę reformę ortografii,
zabronię aborcji, a potem na nią pozwolę,
zerwę stosunki dyplomatyczne z Rosją i Hondurasem,
włosy przemaluję z pomarańczowego z powrotem na zielony,
czas wracać – nowe generacje studentek już nie pamiętają mojego imienia”.
Tak myśli Stach Perfecki, choć co do tego ostatniego się myli.
Niedawno przemawiał przed wejściem do Komisji Europejskiej,
a jednocześnie Sądu Europejskiego, Eurobanku i Międzynarodowego Trybunału w Hadze -
z powodu, jak zawsze, właśnie tych studentek.
“Przecież one wyjeżdżają z mojego kraju! – krzyczał, potrząsając elektryczną aureolą. -
Niedługo nie zostanie żadnej,
jakiejkolwiek. Wiecie, szanowni państwo, z nimi to tak, jak na przykład ze spódnicami mini.
Najpierw chodzą w nich tylko ładne dziewczyny z ładnymi nogami.
Trochę później – nieładne dziewczyny z ładnymi nogami.
W ślad za nimi – nieładne dziewczyny z nieładnymi nogami.
A wtedy już – wszystkie inne dziewczyny, to znaczy już nie dziewczyny.
Ale wszystkie one znikają! Codziennie uciekają dokądś,
gdzie mogą czym prędzej zapomnieć, kim są, skąd,
wszędzie tam, gdzie czerwone latarnie.
W dodatku przeniknęły też do waszych mieszkań -
przez tylne wejścia, kominy i zsypy.
Poczuły się tu jak w domu, bo zawładnęły tymi waszymi tajemnicami,
którymi zdolne są władać tylko niewolnice, pokojówki i nałożnice.
Tajemnicami waszych prześcieradeł, waszego brudu, waszego smrodu,
waszego wstydu!”.
Jego wystąpienie transmitowały wszystkie kanały telewizyjne Europy,
choć nikt na świecie nawet nie włączył telewizora,
jego wystąpienie ocenzurowano na szczeblu komisarzy o kwestię poszerzenia,
czyli zawężenia, dlatego jego wystąpienie naprawdę brzmiało
mniej więcej tak:
“Zgadzam się, że my w naszym kraju U
jesteśmy skrajnie niebezpiecznie zainfekowani. Zainfekowani przez biedę, głupotę,
bierność i niewiarę. Wiem, że do zainfekowanych organizmów
w zasadzie istnieją dwa rodzaje podejścia – albo można je leczyć,
albo najlepiej jak można izolować je od innych -
takich, które uważają siebie za zdrowe.
Pierwszy sposób jest nieporównanie droższy, i czasochłonny,
zwłaszcza przy tak zadawnionej infekcji. W dodatku
wymaga niezliczonych wysiłków samego zainfekowanego.
Drugi – o ileż jest praktyczniejszy i bezproblemowy, jak amputacja.
Zdaje mi się, że do nas postanowiono zastosować właśnie ten drugi.
W następstwie tego ktoś mnie nie wpuszcza do mojego domu.
Ktoś taki, kto ma bardzo przybliżone wyobrażenie, kim jestem i co naprawdę ze mną
się dzieje. Zatem on – ten nieznany ktoś – już wie, co ze mną zrobić.
Po pierwsze, odgrodzić się ode mnie na wieki “kordonem sanitarnym”.
Po drugie, przydzielić mi funkcje odstojnika i wysypiska śmieci”.
Tak mówił Stach Perfecki na schodach pałaców i pod mostami,
zwracając się do oficerów, ochroniarzy, kloszardów,
najczęściej jednak do inwestorów i z jakiegoś powodu do transwestytów:
“Mimo wszystko nie uda się wam odgrodzić od naszej miłości!
I w jakkolwiek wysokiej technologii wznoszony byłby przez was mur,
jak bardzo sterylno-chłodny i aseksualny
byłby ten wasz głupi projekt Europy,
mimo wszystko będziemy was kochać
i będziemy infekować was swoją miłością.
Przewiercimy w tym murze niezliczone przejścia
i będziemy w nich się kochać!
Namacamy najbardziej erogenne, najbardziej zajebiste
strefy!
Naprawdę kocham tę kobietę!
Chcę, żeby o tym wiedzieli wszyscy: nazywali ją Ada Cytryna,
ma oczy zielonego rzecznego koloru i mimo wszystko nie mogę bez niej żyć!”.
W odpowiedzi na to zaczęto go szukać
przez Interpol i Interpipe,
a także kanał telewizyjny “Inter”.
Pisałem do niego: “Wracaj, stary, tutaj wszyscy czekają,
milion ludzi na Majdanie i wszyscy napaleni.
I wszyscy krzyczą “Per-fe-cki! Per-fe-cki!”
z nadzieją, że się pojawisz,
zastepujesz, staniesz na uszach, przejdziesz kołem,
zaśpiewasz w duecie z Katarzyną Biłozir czy Oksaną Biłokur,
staniesz na czele Partii przemysłowców i przedsiębiorców.
Szturmem weźmiesz Radę Ministrów bez jednego wystrzału
i oprowadzisz Javiera Solanę po saunach Kijowa!
Wracaj, przyjacielu, wszyscy oczekują od ciebie cudu!”.
Od czasu do czasu dostaję od niego odpowiedzi
utrzymane w stylu starożytnych przestróg -
tak jakbym ja był profesorem literatury, a on zdawał egzamin
z obywatelskiej pilności, dlatego za każdym razem
ogłasza: “Władza się zmieniła, marzenia się spełniły,
generałowie na emeryturze, bandyci za kratkami,
przestępcy z Bankowej uciekli samolotami do Korei Północnej,
Kazachstanu i Rosji,
staruszek eksprezydent, spacerując po parku, strzela do wron z wiatrówki
i żadna kurwa już nie zapełnia teleeteru tymi debilnymi kaweenami,
ogoniokami, muzykalami, gównianymi serialami,
żadna kurwa już nie śpiewa w duecie z premierem -
naród przezwyciężył nieprawdę i nowi ministrowie publicznie
co wieczór składają sprawozdanie przed tłumem teenagerów – ktoś z gitarą
w rękach, a ktoś z podłużnym fletem.
Ale bądźcie czujni, śledźcie ich mimikę,
te wszystkie podmrugiwania,
te ich z natury okrągłe twarze.
I w żadnym razie nie pozwólcie im zaokrąglić się jeszcze bardziej,
obrosnąć w podbródki – kiedy to się stanie,
można wszystko zaczynać od początku,
choć i tak okaże się,
że wszystko trzeba koniecznie zaczynać od początku”.
Stach Perfecki ma rację, kiedy pisze o wiecznym początku.
Zbieram myśli i proszę go jeszcze raz, a potem jeszcze raz:
“Wracaj, Stachu! Wojska pograniczne
i służby celne na wszystkich przejściach
są już uprzedzone – powitają cię z orkiestrą,
nie zważając na twój dawno przeterminowany paszport,
dwa zawały serca, estoński akcent i operację plastyczną.
Wracaj, władza się zmieniła, marzenia się spełniły,
słabe napoje alkoholowe i lekkie narkotyki -
włącznie z klejem – wypierają wódkę z młodzieżowego obyczaju,
wiosna za pasem, kupisz sobie spodnie z mnóstwem kieszeni,
rozwiążesz parlament, wprowadzisz poligamię,
zmusisz wszystkich, żeby mówili Ateny, Goliat i Honolulu,
przyłączysz Donbas do Ukrainy, odnowisz chanat Krymski,
zrobisz następnym papieżem Ukraińca
i jego także – jednocześnie – Dalaj-Lamą.
Czas wracać – nowe pokolenie studentek
już powtarza, wciąż powtarza w ciemności
twoje niezapomniane perfekcyjne imię”.
Przełożył Bohdan Zadura
Джерело: http://www.biuroliterackie.pl/przystan/czytaj.php?site=100&co=txt_1463
Радi бачити Вас на сайтi Юрiя Андруховича!
Друже, переглядаючи статтi не полiнуйся залишити коментар i висловити свою думку. |
RSS feed for comments on this post · TrackBack URI
Залишити вiдгук