Polska to nasz czy?ciec
Justyna Sobolewska: Po pomara?czowej rewolucji ka?dy wydawca w Polsce chcia?by wydawa? pisarzy ukrai?skich. Na Zachodzie jest podobnie?
Jurij Andruchowycz: Teraz ta fala dosz?a do Niemiec. Na targach w Lipsku odnie?li?my nawet sukces z m?odym pisarzem, z tak? nasz? Mas?owsk? – Lubko Dereszem i jego ksi??k? “Kult” , kt?r? napisa? w wieku 17 lat. W tym roku uka?? si? tam r?wnie? ksi??ki Serhija ?adana, Tarasa Procha?ki i ksi??ka Myko?y Riabczuka, pisana specjalnie dla Niemc?w, pod tytu?em “Wyja?nij mi Ukrain?”. Moja nowa powie?? “Dwana?cie kr?g?w” ukaza?a si? w Niemczech niemal r?wnocze?nie z polsk? edycj? i od razu wskoczy?a na 6 miejsce listy bestseller?w. Wszyscy pisarze ukrai?scy przechodz? przez sprawdzian w Polsce – tu jest czy?ciec literatury ukrai?skiej. Nie tylko wychodz? ich ksi??ki, ale oni sami tu przyje?d?aj?, jak ?adan, na stypendia.
Prawdopodobnie w czasach sowieckich wielu z nich przez j?zyk polski poznawa?o literatur? ?wiatow??
Nie tylko literatur?. Ja si? wychowa?em na Polskim Radiu, u mnie s?ucha?o si? Jedynki. Niekt?rzy znali niemal na pami?? “W Jezioranach” czy “Matysiak?w”, ja raczej szuka?em muzyki, polskiej i zachodniej, kt?ra u nas by?a niedost?pna.
A polska poezja mia?a na pana wp?yw?
Nie pisa?em wierszy przez osiem lat. Po tej przerwie zacz??em pisa? zupe?nie inaczej, i to w?a?nie za spraw? polskiej literatury. Wszystko zacz?lo si? od tego, ?e pod koniec lat 90. zacz??em czyta? m?od? polsk? poezj?, t?umaczy?em Marcina ?wietlickiego, Jacka Podsiad??, Darka Foksa, Andrzeja Stasiuka i to zostawi?o ?lad. Nowy tom “Piosenki dla martwego koguta” nosi te? ?lady wp?yw?w ameryka?skich. Mniej wi?cej w tym czasie zacz??em pracowa? nad ukrai?sk? antologi? ameryka?skiej poezji lat 50. i 60. Sp?dzi?em 10 miesi?cy na stypendium w Stanach. Moje w?asne wiersze powstawa?y jako dialog z Amerykanami, kt?rych t?umaczy?em. A do poezji ameryka?skiej dotar?em te? przez Polsk?. Zacz??o si? od s?ynnego niebieskiego zeszytu “Literatury na ?wiecie” z t?umaczeniami poet?w szko?y nowojorskiej: Franka O’Hary i Johna Ashbery’ego. Dosta?em go od Piotra Sommera. Najpierw mia?em wra?enie, ?e taka poezja jest mi ca?kowicie obca. Ale z ka?d? nast?pn? lektur? – stawa?a si? coraz bli?sza, zacz??em jej nawet ?arliwie broni?. Moja antologia mia?a by? ostateczn? pr?b? czytania tej tradycji po swojemu.
W “Dwunastu kr?gach” przywo?uje pan natomiast wa?nego dla siebie poet? – ukrai?skiego Antonycza.
I nawet wybuch? z tego powodu ma?y skandal. Zarzucano mi, ?e pope?ni?em blu?nierstwo, ?e zdradzi?em wsp?lnot?, napisawszy w taki spos?b o wieszczu. ?e wykpiwaj?c go – robi? sobie reklam?. Antonycz w realnym ?yciu by? postaci? nieciekaw?. Nie?mia?y, zamkni?ty, nietowarzyski. M?odo zmar?, jeszcze przed wojn?, ale zmieni? obraz ukrai?skiej poezji. W tekstach za? jest niesamowicie odwa?ny, jak Lorca czy Appolinaire. T?skni?em wi?c za innym Antonyczem. Kiedy mia?em 16 lat, zachwyci?em si? jego poezj?. Krytycy po ukazaniu si? mojego pierwszego tomu wierszy znale?li powinowactwa mi?dzy nami, a w ostatniej powie?ci pr?bowa?em stworzy? legend? jego ?ycia. Sko?czy?o si? to zakazem sprzedawania tej ksi??ki w jednej g??wnych lwowskich ksi?garni. ?eby by?o zabawniej, w ci?gu 5 lat w?a?cicielka pyta?a mnie nieustannie: “Panie Juriju, kiedy b?dzie nowa powie??? Pan jest naszym ulubionym autorem!”. A kiedy w ko?cu j? wyda?em, us?ysza?em: “Antyukrai?skich ksi??ek tu nie chcemy”.
W nowej powie?ci dosy? gorzko, z rozczarowaniem pokazuje pan Ukrain? ko?ca lat 90. Rz?dz? tam podejrzani biznesmeni i “karki” w sk?rach.
Pisa?em “Dwana?cie kr?g?w” w czasie drugiej kadencji Kuczmy, w 2001 roku. Wtedy, gdy kraj traci? ju? ostatni? nadziej?. Zaczyna?em pisa? w Ameryce, ale nie mia?em spokoju, bo zacz??y si? protesty zwi?zane ze ?mierci? Grigorija Gongadze. Mia?em wtedy ogromn? nadziej?, ?e te protesty co? zmieni? – mo?e nadszed? czas, obal? Kuczm? i zacznie si? normalno??, ale niestety, tak si? nie sta?o. By?em w coraz wi?kszym konflikcie z w?asnym krajem, stara?em si? usilnie urz?dzi? swoje ?ycie w taki spos?b, ?eby jak najmniej zale?e? od pa?stwa ukrai?skiego. To si? nie udawa?o. I gdy wr?ci?em w czerwcu 2001, pomy?la?em, ?e chyba trzeba b?dzie si? pogodzi? z t? beznadziej?. Inaczej nic ju? nie napisz?. ???? mnie zaleje. Wtedy w Ameryce zarzuci?em pisanie tej powie?ci, bo nie chcia?em, ?eby przenik?o do niej moje napi?cie zwi?zane z sytuacj? polityczn?. Nie chcia?em zej?? do poziomu pamfletu. Co ciekawe, w kraju generalnie poprawi?o si? ?ycie od strony materialnej. Jak zauwa?a bohater “Dwunastu kr?g?w” – pojawi?o si? w ko?cu dobre piwo. Z drugiej strony w ?yciu publicznym zacz?? dominowa? bandycki typ, przedsi?biorcy i biznesmeni chcieli koniecznie mie? taki wizerunek. Zupe?nym fenomenem by?a wi?c pora?ka Janukowycza, bo wydawa?o si?, ?e ten smak do bandytyzmu ju? dostatecznie opanowa? spo?ecze?stwo. Ale okaza?o si? inaczej. I to by? cud. To, ?e tak masowo, ludzie wyst?pili przeciwko temu, ?eby bandyta by? prezydentem. Ten styl: sk?rzane kurtki, dresy, jak wida? ju? spo?ecze?stwu obrzyd?.
W czasie rewolucji m?g? pan znowu czu? wsp?lnot?!
Poczu?em si? szcz??liwy i dumny. Dla mnie niespodziank? by?o to, ?e taka du?a cz??? rosyjskoj?zycznej Ukrainy wyst?pi?a po stronie Juszczenki. To potwierdzi?o wizje ekspert?w zachodnich, kt?rzy m?wili, ?e tworzy si? nowy typ narodowo?ci ukrai?skiej, niezale?nej od j?zyka. Spora cz??? kraju b?dzie pos?ugiwa? si? rosyjskim i b?dzie si? czu? si? Ukrai?cami. Kiedy by?em w czasie wybor?w w rosyjskoj?zycznym Charkowie, gdzie Juszczenko dosta? 30 procent, widzia?em, ?e ca?e miasto by?o przystrojone na pomara?czowo. Bo m?odzi byli za Juszczenk?. Pomy?la?em wtedy, ?e Ukrainy nic ju? nie dzieli. Kiedy promowa?em p?yt? “Andruchoid” [nagran? z polskim zespo?em Miko?aja Trzaski - przyp. red.] w Dniepropietrowsku, przyjaciele opowiadali mi, ?e w pierwszym dniu manifestacji po sfa?szowanych wyborach wydano rozkaz, ?eby od samego rana zamkn?? od wewn?trz akademiki. Na co studenci, w 95 procentach rosyjskoj?zyczni, masowo skakali z okien. Ze wzruszeniem widzia?em podczas wydarze? na Majdanie, jak jedni drugim rzucali si? w obj?cia. W dodatku cz?sto rosyjskoj?zyczni przejmowali s?owa ukrai?skie: us?ysza?em nagle: “Pieredawajtie kanapki”. Po rosyjsku nie istnieje s?owo “kanapka”, nie u?ywa si? te? s?owa “pomara?czowy” jest “oran?owyj”. Nikt tak nie m?wi?, no, mo?e w Moskwie. Karnawa? na Majdanie trwa? 17 dni.
Ten karnawa? wygl?da? jak wyj?ty z pana ksi??ek, jak by go wymy?li?a grupa Bu-ba-bu. To by?a rewolucja z ducha literatury?
M?wi?o si? rzeczywi?cie, ?e na pocz?tku lat 90. by?a ma?a rewolucja, w sztuce, a potem nast?pi?a wielka, narodowa. I wielu z tych m?odych ludzi na Majdanie to moi czytelnicy, mia?em wi?c te? sw?j ma?y wk?ad w rewolucj?. Zreszt? opr?cz mnie wszyscy najciekawsi pisarze ukrai?scy byli na miejscu. Nie wiem, czy z tego powstanie literatura, czy kto? opisze te wydarzenia w powie?ci. Ju? w dniach rewolucji powstawa?o za to sporo grafomanii. Liczy?bym raczej na jakie? ciekawe dzienniki.
W “Dwunastu kr?gach” wraca pan do “Rekreacji”, do pierwszej powie?ci. Czy to znaczy, ?e zamyka si? jaki? okres, ?e ?egna pan styl i ducha karnawa?u? Teraz b?dzie ju? powa?nie?
Nie, ja po prostu lubi? si? powtarza?. Jeden z naszych krytyk?w napisa?, ?e nie ma u nas innego autora, kt?ry tak ch?tnie sam siebie cytuje. On pisze o autorze-narcyzie. Zgadzam si? z tym, jestem narcyzem. Opr?cz tego pisz? dla idealnego czytelnika, kt?ry tak samo zna moj? tw?rczo?? jak ja sam. I wszystko rozpozna. Prowadz? z nim ca?y czas gr?. Tacy ludzie zreszt? istniej? rzeczywi?cie. A poza tym przez ca?e ?ycie pisz? jedn? ksi??k?, jeden tekst. W “Rekreacjach” wymy?li?em miasteczko, kt?rego brakuje mi w Karpatach – Czortopole. Pisz?c “Dwana?cie kr?g?w” szuka?em strefy, te? w okolicy Czortopola, w kt?rej mo?na by komunikowa? si? z umar?ymi. Kiedy zdarza si?, ?e tracimy kogo? bliskiego, rozpacz zaczyna si? od tego, ?e to ju? na zawsze. Religie daj? nam nadziej? spotkania w wieczno?ci, ale dla mnie to by?o niewystarczaj?ce. Chodzi o to, ?eby jeszcze tutaj, na ziemi, m?c si? jako? spotka?. O tym pisze Rilke, wed?ug niego mo?liwo?? wsp??istnienia ?ywych z martwymi jest w?a?nie pe?ni? bycia. A Antonycz z kolei wymy?li? karczm? na ksi??ycu, gdzie ?ywi, tacy cho?by lunatycy, mog? napi? si? w?dki z kim? zmar?ym. Takie miejsce jest bardzo potrzebne, nie s?dzi pani?
Tekst po raz pierwszy ukaza? si? w tygodniku “Przekr?j”.
Джерело: http://www.biuroliterackie.pl/przystan/czytaj.php?site=100&co=txt_0963
Радi бачити Вас на сайтi Юрiя Андруховича!
Друже, переглядаючи статтi не полiнуйся залишити коментар i висловити свою думку. |
RSS feed for comments on this post · TrackBack URI
Залишити вiдгук