Wolf Messing: wygnanie gołębi
Miałem przepiękną zdolność (czy może wrodzoną
wadę): dwa gołębięta w jamie czaszki.
Zaglądali mi w gardło od krzyku czerwone
doktorowie, wróżbici i pomniejsi znawcy.
Jakże szczyciłem się wami, me skrzydlate skrzaty,
zręczni dręczyciele z dawnych malowideł!
Tarły o mnie skrzydłami, gruchały całe lato,
zakładając mi w czaszce miasteczko Gruchlida.
Jesienią spadł z nieba prestidigitator.
Wszawym stetoskopem słuchał, jak tam drżały.
Pół miasta zleciało, by gapić się na to.
Wtedy wyjaśniłem: “Polecieć by chciały”.
Wylatywały z głowy przez ranę w ciemieniu
lub me trzecie oko (nie zamkniesz go nijak).
A ten pies parszywy browninga z kieszeni
wziął i jedną kulą oba pozabijał…
Całkiem się uspokoiłem, zamknąłem się w sobie,
grzeczny, bez odchyłów, wróciło mi zdrowie.
Nie dlatego, że zabite me pociechy obie,
ale że ich jajko cieplutkie mam w głowie.
Przekład Jacek Podsiadło
Polskiemu czytelnikowi może nic nie mówić imię i nazwisko Wolf Messing. Była to znana postać w Związku Radzieckim: iluzjonista, który wywodził się z bałtyckich Niemców. Messing pochodził z biednej rodziny i musiał ruszyć w świat w poszukiwaniu pracy. Przed wojną zjawił się w Galicji. Zatrudniał się u majętnych panów do prac w polu lub gospodarstwie. Pewnego dnia został robotnikiem u dziedzica, który cierpiał na straszne bóle głowy, bo wydawało mu się, że w jego głowie siedzą dwa gołębie. Młody robotnik postanowił go ocalić. Obiecał dziedzicowi, że uwolni go od cierpień i wyrzuci gołębie z jego czaszki. Poprosił innych najemników, aby przygotowano pistolet oraz kilka żywych gołębi, i umówił się z nimi, że klaśnięciem da znać, kiedy powinni wypuścić ptaki. Na jego znak wyleciały gołębie, a on je sprawnie wystrzelał. Tym sposobem podobno pan naprawdę został wyleczony.
Ja chciałem spojrzeć na tę legendę z innej strony. Wiersz napisałem z punktu widzenia chorego dziedzica, który jednak żałuje pozbawienia go zdolności goszczenia żywych istot w swojej głowie. Wolf Messing jest w tym wierszu widmem nazistowskim, które powoli nadciągało.
Kozak Jamajka
tyle jest bracie koniku cudów świata a przy tym
póki nas kruki nie zeżrą to patrzeć wciąż na nowo
tutaj bahama-mama tam mami palmami haiti
i wieże freetown gdy nocą wychodzę z bungalowu
i tak mnie gryzie że zblakła moja soroczka i portki
ki diabeł to sprawił lub jakie podziemne bydlę czy faun
zdradzili nas przyjaciele ci cwele korsarze morscy
a tak to bat’ko by wzięli błogosławione freetown
a tam trzynaście kościołów i wieczna wojna z amorem
a jeszcze srebro i złoto w komorach trzynastu otchłani
za murem cicho jak liany rosną dziewczęta skore
do uciech chociaż w czarne ubrano je ubrania
pytam pirata dicka z którym tu żłopię siwuchę
jak teraz jesteś europa toś już nie człowiek paskudo
puknij się mówię mu w czoło zastanów się okaż skruchę
po kiego sprzedałeś się za tych trzydzieści zgniłych escudo
a dick chimeryczna sztuka trzyma papużkę puszkę
zachodzi mnie od tyłu klepie w plecy pitoli
rycerzu stepów daję tobie zielone jabłuszko
tobie or not tobie mówi i bełkocze I’m sorry
mam mówi niewolnicę o kakaowej cerze
kup ją podniebny sokole bo smutno bez gospodyni
po co ryć ziemię w ogródku cmoka prawie że szczerze
to ona ma wiesz
awokado figo-fago i dynie
napłodzisz mówi kozactwa do kosza je upakujesz
lecz szyja moja dusza do jarzma nie pasuje
nie słucham plugawych suplik żal na odpowiedź i śliny
koniku mój niewierniku tomaszu żeby zapomnieć
pójdę ku zorzom zachodu
flet wytnę z cukrowej trzciny
usiądę nad oceanem
i wtedy nic tu po mnie
Przekład Jacek Podsiadło
W okresie baroku na Ukrainie pojawił się pewien typ obrazu, przedstawiający Kozaka siedzącego “po turecku” pod drzewem. W jednej ręce trzyma fajkę, a w drugiej kobzę, która czasami przypomina lutnię. Jest to taka fajkowo-muzyczna medytacja. Na drugim planie obowiązkowo pasie się koń. Kozak ten znany jest jako Mamaj. Co ciekawe, nigdy w historii nie było żadnego atamana czy hetmana o takim imieniu. To było imię tatarskiego wodza żyjącego w XIII wieku. W tym obrazie zaintrygowała mnie fajka, gdyż na przełomie XVI i XVII wieku w południowej Ukrainie nie znano tytoniu. Przypuszczam, że Mamaj pali trawkę.
Inna legenda opowiada o grupie Kozaków, którzy znajdowali się w niewoli tureckiej, na statku płynącym gdzieś po Morzu Śródziemnym. Pewnego dnia Kozacy zbuntowali się i zawładnęli statkiem. Uciekając przed Turkami kierowali się na Zachód, aż dotarli do Wysp Karaibskich.
Z tych dwóch historii powstaje inspirująca mieszanka. Mamaj palący haszysz i Kozacy u wybrzeży Ameryki. W efekcie tego, w mojej powieści stworzyłem czarnoskórego kaznodzieję z Jamajki, który nazywa się John Paul Oszczyrko. To bardzo kozackie nazwisko.
Джерело: http://www.biuroliterackie.pl/przystan/czytaj.php?site=100&co=txt_1561
Радi бачити Вас на сайтi Юрiя Андруховича!
Друже, переглядаючи статтi не полiнуйся залишити коментар i висловити свою думку. |
RSS feed for comments on this post · TrackBack URI
Залишити вiдгук